![]()
STANISŁAW GĘBAŁA
Wolontariusz Caritas Polska, Stanisław Gębała, absolwent PTP w Pszczelej Woli i Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie realizuje w Rwandzie i w Republice Demokratycznej Kongo w Afryce projekty pomocy gospodarstwom wiejskim.
Pracował na mnie miliard dziewic
Złośliwi twierdzą, że gdybym zatrudnił kilka „nie-dziewic” lepiej bym na tym wyszedł. Ale miłość do pszczół zwyciężyła.
Rozmowa z Januszem Bartoszewiczem, mistrzem pszczelarskim, członkiem zarządu Towarzystwa Pszczelniczego,
specjalistą apiterapii, członkiem warszawskiego „Rotary Club”
- Kiedy pszczoły pojawiły się w Twoim życiu?
- Wiele, wiele lat temu. Pasieka była nasza z dziada, pradziada, więc ja po prostu wychowałem się wśród pszczół. W czasie okupacji przechowywaliśmy w ulach radiostację, broń, bo to było najbezpieczniejsze miejsce. Po wojnie, zostałem instruktorem, potem czeladnikiem, a na końcu mistrzem pszczelarskim. Kilka lat temu obchodziłem 50-lecie pracy. Kiedy miałem pasiekę, zdarzało się, że pracowało na mnie miliard pszczół, a te jak wiadomo są dziewicami. Złośliwi twierdzą, że gdybym zatrudnił kilka „nie-dziewic” lepiej bym na tym wyszedł. Ale miłość do pszczół zwyciężyła.
- Większości ludzi pszczoła oprócz miodu, kojarzy się z żądleniem.
- Zupełnie niesłusznie. Pszczoła żądli przez przypadek albo w obronie dobytku. A jest tak skonstruowana, że żądląc ginie. Poza tym gdybyśmy porównali słodycz i jad kilograma, czyli ośmiu tysięcy pszczół, to te pszczółki produkują aż dwieście gram słodyczy i tylko jeden gram jadu, który jest zresztą świetnym lekarstwem, tak więc propozycja pszczelej słodyczy do jadu wynosi 200:1.
- Czym pszczoły najbardziej cię ujęły?
- Długo mógłbym o tym opowiadać, ale posłużę się jednym z przykładów. Wiele się mówi o poświęceniu matek. Dla katolików takim symbolem jest ptak, który kiedy nie ma czym karmić potomstwa, rozdziobuje swój żołądek i karmi dzieci wnętrznościami. Tymczasem pszczoła na ołtarzu miłości do następców też się poświęca. Rójka czyli grupa pszczół, odlatuje z ula zabierając tylko małą walizeczkę pokarmu na drogę i zostawia dorobek pokoleń – ul, plastry, miód – a sama idzie na tułaczkę. Ginie, jeśli nie zdąży zebrać zapasów, a wszystko po to, żeby zostawić cały dobytek swoim następcom.
- Pracując tak długo z pszczołami, poznałeś ich obyczaje. Opowiedz o najciekawszych.
- Pszczelim fenomenem jest żywotność. Z takiego samego jaja, z którego rodzi się robotnica, wylęga się matka. Zależy to wyłącznie od mleczka, którym larwa jest karmiona. Robotnica rodzi się po 21 dniach i żyje zaledwie parę tygodni. Matka zaś rodzi się w 17 dniu, jest 2,5 razy większa i żyje do pięciu lat. Tajemnicą jest, w jaki sposób królowa matka reguluje płeć swego potomstwa. Żaden inny gatunek tego jeszcze nie osiągnął. Zawsze jest to przypadek. A tu matka może dowolnie regulować czy z jajka wykluje się robotnica czy truteń.
- Co robią w ulu trutnie?
- Nastrój. Truteń to osobnik, który nie żądli, jest gruby, odzywa się basem i cały czas leniuchuje. W lecie truteń jest karmiony i pieszczony przez pszczoły. Choć w ulu nie zachowuje się jak samiec, nawet jeśli w pobliżu jest królowa. Akt miłosny odbywa się na zewnątrz. Najbardziej zdolny truteń dopada matkę. W uścisku dochodzi do zapłodnienia, po którym truteń ginie. Tak więc truteń przez okres zbiorów leniuchuje, potem jeśli ma szczęście – spotyka matkę, ale to przypadek jeden na tysiąc, a chwilę rozkoszy przypłaca życiem. Kiedy zbiory kończą się, pszczoły, które dotąd hołubiły trutnia, po prostu wyrzucają go z ula. Wtedy truteń ginie z głodu.
- Czym pszczoły najbardziej cię zaskoczyły?
- Podkarmiałem kiedyś pszczoły sokiem malinowym. Odbywało się to na zewnątrz, poza pasieką, w puszczy koło Olecka. Zauważyłem wtedy, że pszczoły potrafią dokładnie odmierzać czas. Wiedziały z dokładnością do kilku minut, kiedy przylecieć po pokarm. Jeśli się spóźniałem były wyraźnie zawiedzone.
Pszczoły boją się większych obszarów wodnych. Pamiętam taki zadziwiający przypadek znad Niemna. Pszczoły stały z jednej strony rzeki, a na drugim brzegu rósł pachnący i wabiący je łan gryki. Pszczoły leciały do oddalonego o kilometr mostu i nad nim przelatywały nad drugą stronę, zbierały nektar i tą samą drogą wracały.
- Od kilku lat zajmujesz się apiterapią. Jakie są najnowsze metody leczenia pszczelimi produktami?
- Cieszę się, że apiterapia staje się dziedziną znaną i uznawaną. Wiążą się z nią wszystkie pszczele produkty, czyli to co pszczółki zbierają i przetwarzają – miód, pyłek, propolis, wosk i jad. Z tego powstają lecznicze preparaty. Przeprowadziliśmy pomyślne próby kuracji – poddawania pacjentów mikroklimatowi wytwarzanemu przez pszczoły. Pacjent leży w drewnianej kabinie, na drewnianej pryczy i oddycha mikroklimatem wytworzonym przez pszczoły, pracujące na zewnątrz, za siatką. Niedawno stwierdziliśmy także pozytywny wpływ słuchania pszczelich dźwięków. Zainteresowała się tym faktem dyrekcja sanatoriów w Nałęczowie.
Na koniec chciałbym dodać jedno. Komu obrzydł świat, kobiety, rozgrywki polityczne, niech hoduje pszczoły. One mu zastąpią wszystko, dając kontakt z przyrodą i ogromną radość życia.
——————————————————————————–
Rozmawiała: Magda Omilianowicz
Fot. Ewa Jachimowicz
_________________
pszczelipark PhotoGallery
Rynek miodu
|
||

